iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

19 sierpnia. Na wakacjach cz.3

No i niestety pogorszyła się nam pogoda :(

Wczoraj padało i dziś też jest pochmurnie i deszczowo. Siedzimy w domku i tylko pomiędzy deszczami wychodzimy na spacery. Chciałam wypożyczyć łódkę, ale pogoda na to nie pozwala.

Wczoraj przyjechał do mnie R****. Tylko na chwilkę bo był zajęty, ale dobre i to. Bardzo się za nim stęskniłam, bo nie widzieliśmy się prawie 3 tygodnie. Poszliśmy na spacer po lesie. Było bardzo miło. najbardziej cieszę się z tego, że w piątek też przyjedzie i spędzimy razem trochę więcej czasu.

Wczoraj przyjechał też mój "szef". Śmieję się, bo tak naprawdę to mój były pracodawca ze zleceń, ale do tej pory mamy dobry kontakt. Gdy dowiedział się gdzie jestem, wynajął pokój w tym samym ośrodku. Wieczorem zrobiliśmy grilla i oczywiście rozmawialiśmy o interesach. Nie bardziej odpowiedniego czasu na poważne rozmowy, niż urlop :-). W takich warunkach lepiej rozmawia się na takie tematy. Tym razem było podobnie. Nie dość, ze dostanę zlecenie, to jeszcze są duże szanse na stałą posadę u wspólnika. Tak więc urlop przyniósł nie tylko wypoczynek ale też szanse na stałą posadę.

 

Komentarzy: 0
16 sierpnia. Na wakacjach cz.2

Wczoraj była burza. Zerwał się silny wiatr, który zrywał liście z drzew. Miałam wrażenie, że to już późna jesień a nie środek lata. Błyskawice cięły pionowo prosto do jeziora. Dzięki nim było je widać w całej okazałości. Późnym wieczorem, po kąpieli poszłam na pomost. Wiatr ustał i zostały tylko błyskawice w oddali, gdyż burza przeszła bokiem. Piękny widok, cisza i spokój. Jak mi tego brakowało.

Dziś nie ma śladu po burzy. Obudziło nas piękne słońce. Zrobiłam synkowi mleko a nam kawę. Babcia w tym czasie ubrała wnuka. Poszliśmy na pomost, bo o tej porze wylegują się na plaży łabędzie i łabędziątka oraz kaczki. Oczywiście nie wolno dokarmiać ptaków o tej porze roku, a przynajmniej nie chlebem, więc zerwaliśmy trawę i razem z Michasiem karmiliśmy je zieleniną. Chyba były głodne, gdyż podchodziły bardzo blisko wyciągając szyję w stronę pomostu. Jeden nawet mnie kąsał gdy podbierał trawę. Michałek był uśmiechnięty, choć nowe zwierzątko nie dało się pogłaskać i wyraźnie to było efektem zniechęcenia do dalszego przebywania na pomoście.

Komentarzy: 0
15 sierpnia. Na wakacjach....

Witam Was moi Drodzy,

piszę do Was z Chmielna, a dokładniej z ośrodka wczasowego znajdującego się w Chmielnie. Właśnie siedzę sobie na werandzie. Jest chmurne niebo zza którego wyglądają ostatnie promienie słońca. Pogoda bezwietrzna.Jest ciepło. Z werandy mam widok na jezioro, które na marginesie jest kilka kroków od domku. Znów mam upragnioną ciszę, bo babcia zabrała wnuka na plac zabaw.

Przyjechaliśmy wczoraj, więc nie jesteśmy tu długo. Jednakże Michałek miał "moc atrakcji". Najlepszą z nich okazała się kąpiel w jeziorze. Dziś pływaliśmy łódką. No tak, ale kołysanie sprawiło, że synek zasnął i dużo nie skorzystał z wyprawy. Będziemy musieli to powtórzyć:-)

Tak bałam się tego wyjazdu, bo to pierwszy taki wyjazd z Michałkiem. W domu bywa nieznośny i marudny. Bałam się, ze tu też tak będzie, ale (jak na razie) nie jest źle. Tutaj inaczej spędzamy dnie. Praktycznie cały dzień na świeżym powietrzu. Widzę, ze to sprawia, że Michałek jest bardziej spokojny. Więcej się uśmiecha. Sprawia mi to ogromna radość. Jednak wakacje to wakacje.

Komentarzy: 0
29 lipca- pierwsze urodzinki

Wczoraj były pierwsze urodzinki mojego synka. Z tej okazji zrobiłam w domu małe przyjęcie urodzinowe. Przyszli dziadkowie, rodzice chrzestni, ojciec oraz koleżanki i koledzy. Wszyscy uczestniczyli w tym jakże ważnym dla Michałka dniu. Choć on sam będzie mało z niego pamiętał ( o ile w ogóle będzie cokolwiek pamiętał). Moja mama bardzo mi pomogła przy przygotowaniach. Gdyby nie ona, pewnie z niczym bym się nie wyrobiła. Bo sama dekoracja pokoju i zrobienie tortu zajęło mi cały wieczór i pół dnia. Mama natomiast zajęła się całą resztą, czyli sprzątaniem, ciastami i przygotowaniem stołów. Wzięła na swoje barki bardzo dużo i widać było po niej zmęczenie. Ale wszystko się udało. Goście byli zadowoleni, a co najważniejsze zadowolony był Michałek.

A jak miał być niezadowolony, skoro dostał tyle prezentów? Tylko mama i ja byłyśmy przerażone gabarytami rzeczy. Trzeba myśleć realistycznie. Mam mały pokój, który dzielę z synkiem. Gdzie ja mam to wszystko trzymać? No, ale jednak dziecko to dziecko i potrzebuje zabawek.

Z wyborem rzeczy też było wile śmiechu. Postawiliśmy mu do wyboru  pięć rzeczy. W sumie i tak patrzy się na pierwsze dwie, co dziecko weźmie.

Pierwszy był kalkulator. Symbolizował skłonność do nauki. Druga była złotówka, symbolizująca dostatek i "dobrą rękę" do robienia pieniędzy. Trzecia była książeczka do nabożeństwa, która podobno symbolizuje zapędy na księdza :-). Czwarty był kieliszek, który jest symbolem człowieka hulaki. Piąta rzecz którą położyłam to prezerwatywy, symbolizujące rozwagę i odpowiedzialność. ( może też oznaczać mężczyznę, który będzie uprawiał dużo seksu). Zgadnijcie co wybrał?  :-) Pewnie się domyślacie, ale dla niepewnych załączam filmik:

http://www.youtube.com/watch?v=v8MDvzOhB-M

Komentarzy: 0
spontaniczne wyjście

Cały dzień siedziałam w domu. Pogoda była nie najlepsza. Wciąż padał deszcz, a później jeszcze ta burza z piorunami. Innymi słowy pogoda "pod psem". Niebo poszarzałe od deszczowych chmur. Dopiero wieczorem pomyślałam o tym, że warto byłoby się przewietrzyć. Akurat dostałam sms od znajomego, czy mam jakieś plany na wieczór. Po krótkim namyśle stwierdziłam: "Co mi szkodzi? Wyskoczymy gdzieś na miasto pogadać przy herbatce." I w ten oto sposób umówiłam się na spotkanie. To było spontaniczne wyjście, nie wiadomo gdzie i na ile.

Było miło. Pojechaliśmy do Sopotu do Karczmy na kolację. Rozmowy przy posiłku były niezwykle ciekawe. Czas szybko zleciał i ani się obejrzałam była już dwudziesta trzecia. Czas wracać do domu więc odwiózł mnie pod sam dom i umówiliśmy się na telefon.

Spontaniczne wypady bywają czasem bardzo fajne. Chyba będę je częściej powtarzać :-)

Komentarzy: 0
24 lipca. Upragniona cisza

Nareszcie chwila oddechu. Jak ja lubię tę ciszę. Mogłaby trwać nawet cały dzień. Mama zabrała Michałka na spacer i zakupy. Nie będzie ich ponad godzinkę. To błogosławieństwo. Teraz odpoczywam. Znaczy się regeneruję siły "na potem". Wyłączyłam nawet radio. Nie chcę aby cokolwiek zakłócało ten spokój.

Synek od samego rana piszczy. Gdy tylko się przebudzi zaczyna swoją arię. Ten pisk jest nie do wytrzymania. Nie wiem kiedy się to zaczęło, a najgorsze, że nie wiem jak go od tego odzwyczaić. Po prostu lubi pisk. Robi to w czasie zabawy, gdy zaczepia do niej, lub po prostu gdy się cieszy. Gdy kończy się pisk jest krzyk. Jakby ćwiczył głos. Wiem, że powinien to robić, bo w ten sposób się rozwija, ale my dorośli mamy problem z zaakceptowaniem tego typu zabaw. Już codziennie biorę tabletkę przeciwbólową, gdyż ból głowy przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu. Mam też wyrzuty sumienia w stosunku do mojej mamy, która znosi to wszystko bardzo dzielnie, choć nie ma takiego obowiązku. W końcu mieszkam u rodziców, którzy i tak zrobili mi przysługę przygarniając mnie i synka z powrotem. Wiem, że nie jest im to na rękę. Pewnie mieli inne plany, ale moje życie potoczyło się tak a nie inaczej, że teraz potrzebuję ich wsparcia bardziej niż kiedykolwiek. Oni są naprawdę wyjątkowi.

Pamiętam jak wielokrotnie mówiłam im, że jak się wyprowadzę to na dobre. Nigdy nie wrócę, bo chcę zacząć życie na własny rachunek. Oni jednak przeczuwali, że może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Jakby znali przyszłość.I choć różnie bywało w naszym relacjach to jednak jedna rzecz była niezmienna. Zawsze miałam w nich oparcie. Mniejsze bądź większe, ale jednak nigdy nie opuścili mnie w potrzebie. Nie wiem co bym bez nich zrobiła.

Pamiętam wszystkie kłótnie. Wszystkie słowa wypowiedziane w gniewie i złości. Pamiętam chyba każdą negatywną  z  zaistniałych sytuacji. Było tego sporo. A jednak po latach wspomina się to z przymrużeniem oka, wspominając tylko te radosne chwile. Bo tak naprawdę tylko o nich należy pamiętać. Choć nie zawsze się to udaje.

Komentarzy: 1
23 lipca

Chciałam napisać wcześniej, ale jakoś zabrakło mi czasu. Moja mama miała 20 lipca urodzinki. Zawsze marzyła o truskawkowym torcie wiec....taki zrobiłam. Pierwszy raz w życiu próbowałam podjąć się takiego zadania. Postanowiłam sama zrobić tort dla mamy. Męczyłam się trochę z masą truskawkową, która w ogóle nie chciała się ściąć. Miałam tylko 3 godziny na zrobienie wszystkiego. W tym czasie mama była u fryzjera. Poszła po wielu namowach i zrobiła sobie balejaż z trzech kolorów. Wygląda super. Zupełnie jak nie ona :-) ale na to pewnie złożyło się wiele czynników.

No tak, znów odbiegłam od tematu. Wybaczcie mi. Wiem, że nie powinno się chwalić, ale ja naprawdę jestem z siebie dumna :-). Tort wyszedł bardzo dobry i jeszcze lepiej wyglądał.

Z resztą sami oceńcie :-)

dodam tylko, że tort był o smaku truskawkowo - śmietankowym.

No, a jak już pisze o urodzinach mamy, to dodam jeszcze, że spędziliśmy wspólnie bardzo miły dzień. Takich dni jest coraz więcej, z czego bardzo się cieszę.

Komentarzy: 2
17 lipca

Taka jestem zwinięta, że nie zauważyłam, iż mamy już lipiec. W takim razie sporo mnie nie było, ale postaram się to nadrobić.

Nie pisałam nic o mojej mamie. Oczywiście gdy Tatuś wyjechał wpadła w ciąg alkoholowy, i z dnia na dzień było gorzej. Minął pierwszy termin rozprawy, później drugi. Tak się wstydziła, że nie poszła. Raz przyjechała po nią policja. To był poniedziałek. Dali jej jednak czas do piątku, aby mogła dobrowolnie przyjechać na kolejna rozprawę dotyczącą leczenia. Oczywiście źle się czuła, ale jak miała czuć się dobrze, skoro przez 10 kolejnych dni piła nic nie jedząc. W końcu przestała. Ale jej organizm był wykończony. Minął piątek, a w sobotę czuła się na tyle dobrze, ze poszłyśmy razem na spacer. W drodze powrotnej mama zaczęła się źle czuć. Narzekała na słońce. Gdy byłyśmy już na klatce schodowej w jednej minucie mama dostała paraliżu prawej części ciała, po czym zemdlała. Klatka piersiowa przestała się poruszać. Mama straciła oddech. Wpadłam w panikę. Trzymając na rękach synka zaczęłam krzyczeć i dzwonić po sąsiadach, aby ktoś wezwał pogotowie. Strasznie się wtedy bałam. Na szczęście po paru minutach mama doszła do siebie, z tymże była kompletnie pijana. Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież nic nie piła od trzech dni a tu nagle coś takiego. Gdy przyjechało pogotowie i zbadano mamie krew, okazało się ze ma kilka promile alkoholu we krwi. Tak zadziałała wątroba, która magazynowała zbyt duże dawki wódki i nie mogąc ich przetworzyć, zrobiła mamie zastrzyk alkoholowy do organizmu.

Mama wystraszyła mnie tylko mnie i brata, ale co najważniejsze również siebie. Teraz od tygodnia ( a raczej od 10 dni) nie pije. Przez ten czas była u nas w domu bardzo normalnie. A nawet i lepiej niż normalnie. Jednak zawsze należy pamiętać, że w życiu za wszystko trzeba płacić i tak jest i tym razem.

Dziś po południu przyszła po mamę policja z nakazem zatrzymania na 48 godzin i doprowadzeniem przed sąd do sprawy o przymusowe leczenie. Teraz gdy nie piła i było tak jak być powinno, zrobiło mi się jej żal.

Rozprawa jest w poniedziałek rano. Postanowiłam z bratem, że na nią pojedziemy. Nie chcemy zostawiać mamy samej. Kochamy ją i doskonale rozumiemy, że alkoholizm to poważna choroba.

Komentarzy: 2
popołudniowy spacer

Michaś wcześniej się dziś przebudził po poobiedniej drzemce. Nie chciało mi się, ale jednak zmusiłam się do wyjścia na spacer. Synek był strasznie marudny prawie cały dzień. Nic innego na uspokojenie nie przyszło mi do głowy jak spacer nad morze. Pojechaliśmy autobusem aby było szybciej. Już o 17.00 byliśmy na plaży. Michałek jak tylko zobaczył wodę zaczął wydobywać z siebie okrzyki radości. Ledwo co udało mi się go rozebrać, a już biegł w kierunku morza. Dziś były dość duże fale, ale jemu to nie przeszkadzało. Podskakiwał i piszczał tak głośno, że tylko fale rozbijające się o brzeg mogły go zagłuszyć.

W wodzie byliśmy blisko pół godziny. To nic, że dygotał się z zimna, bo jak tylko próbowałam wyciągnąć go z wody, to zanosił się płaczem. W końcu po paru próbach udało się. Szybko się wysuszyliśmy i napoiliśmy. Później bawiliśmy się w piasku. przerzucaliśmy go z kąta w kąt. Było super! Tylko przykro mi było, gdy Michaś widząc facetów podchodził do nich i wyciągał rączki do góry. Zupełnie tak jakby był zazdrosny o inne dzieci przebywające z mężczyznami. Chyba brakuje mu ojca. Z zazdrością patrzyłam na kobiety lezące na kocach przyglądające się jak ich mężczyźni bawią się z pociechami. Jedni lepili zamki z pisaku, drudzy grali w piłkę, jeszcze inni kąpali się w wodzie.

No ale pomimo takich obrazków nie dałam się ponieść nostalgicznemu uczuciu i bawiłam się bardzo dobrze. Żałuje tylko odległości jaka dzieli dom od plaży. W przeciwnym razie bywałabym tam częściej ze względu na małego, który -  widać było - był bardzo zadowolony z takiego spędzenia czasu.

 

Komentarzy: 0
15 czerwca - dzień alimentów

Każdego piętnastego dnia miesiąca nadchodzą ciężkie myśli. Jest to bowiem dzień alimentacyjny. Strasznie nie lubię tego dnia, z drugiej jednak strony jest to dzień, w którym mój synek na pewno zobaczy się ze swoim ojcem.

Dziś przyjechał o godzinie ósmej rano. Tak jak się wcześniej umówiliśmy. Rzadko się zdarza, aby był o czasie, a dziś jednak punktualnie. Jechaliśmy do hurtowni po rzeczy dla małego. Raz w miesiącu robi mi przysługę i robimy zakupy na cały miesiąc. I takim to oto sposobem widzę alimenty dopiero przy kasie, gdy trzeba zapłacić rachunek. Zostają gorsze, które tak naprawdę na nic nie wystarczają.

Wkurza mnie ta sytuacja, zwłaszcza teraz, gdy sama jestem bez pieniędzy,a jedynym moim dochodem jest zasiłek rodzinny w wysokości 68 zł.

Zastanawiam się czy się śmiać czy płakać. Ale chyba jednak nie powinnam się załamywać. W końcu nie jest tak źle. Daniel płaci alimenty. Nie jest to wygórowana kwota, ale na pieluchy, mleko i kaszki oraz środki higieny starcza. Nie mam co narzekać. W końcu są kobiety, które mają gorszą sytuację ode mnie. Usłyszałam niedawno: " zawsze podążaj w stronę światła, bo a nóż widelec, to nie rozpędzony pociąg jedzie". :) tak więc robię.

Komentarzy: 0
Nieznośne upały

Uff jak gorąco! Uff jak gorąco!

Dziś chyba nie ma osoby, która nie narzekałaby na upały. Od kilku dni towarzyszy nam bowiem wysoka temperatura, która ni jak ma się z przyjemnym ciepłem, o które tak prosimy w chłodne dni.  Cierpią i starsze osoby i dzieci. Bo niby jak wychodzić na spacer w taką pogodę jaką mamy za oknem? Już o godzinie 9.00 mamy skwar i tak do późnych godzin popołudniowych. Ja na dodatek jestem uczulona na słońce, więc taką pogodę znoszę nieco gorzej niż przeciętnie. Z niecierpliwością czekam na małe ochłodzenie, choć zdaję sobie sprawę, że nasz klimat popada ze skrajności w skrajność. Albo jest upał, albo jest zimno.

Choć mieszkam w Gdyni, ( a trzeba wspomnieć, że Gdynia to chyba najpiękniejsze miejsce na ziemi), rzadko bywam na plaży, a to dlatego, że już od wczesnych godzin rannych są tam tłumy. Z resztą wieczorami też nie jest lepiej. Ale nie powiem: kilka dni temu wybraliśmy się z mamą i bratem ( to znaczy ja i mój synek) na Bulwar. Michałek pierwszy raz skorzystał z kąpieli w morzu. Ma niecały rok i wody się nie boi. Nurkuje i pływa. czuje się w wodzie jak ryba. Nie to co niektóre dzieci, które piszczą i płaczą gdy tylko zamoczą nóżki. Synek bawił się świetnie, co było widać i słychać. Szkoda tylko, że na plażę mam spory kawałek i taki spacer to wyprawa na przynajmniej 3 godziny. W przeciwnym razie bywalibyśmy częściej na plaży.

Komentarzy: 1
23 czerwca. Dzień Ojca

Dziś Dzień Ojca. W tym szczególnym dniu składamy życzenia swoim Tatusiom. Mój jest daleko. Mogłam wysłać tylko sms, który i tak nie doszedł, bo Tatuś nie ma zasięgu. Zostawiłam mu wiadomość na gg, ale odczyta pewnie za parę dni. Mój Tatuś jest najlepszym Ojcem na Świecie! Zawsze mogłam na niego liczyć ( i dalej mogę) wspiera mnie w trudnych sytuacjach, a kiedy trzeba, przywoła mnie do porządku. Tak jak powiedziałam - mój Tatuś jest najlepszym ojcem na Świecie.

Niestety, nie każdy ojciec zasługuje, aby obchodzić ten dzień. Chociażby ojciec mojego synka. W ogóle nie znajduje dla Niego czasu. Zasłania się pracą. Jego ojcostwo kończy się na alimentach. Ale też nazywa siebie ojcem, dlatego w imieniu Michałka wysłałam do Niego życzenia. Synek jest za mały, i z trudnością zapamiętuje wizyty biologicznego ojca. Widzę to za każdym razem, gdy odwiedzamy dziadków. Na Daniela nie zwraca uwagi, jakby go nie było.

 

Komentarzy: 0
Mały rozrabiaka :-)

Każda osoba, która wychowuje dziecko wie, że dziecko to skarb, ale nie zawsze jest grzeczne i miłe. Częściej dziecko rozrabia i marudzi.

Mój Michaś każdego dnia pokazuje swój charakterek. Wczoraj wymuszał noszenie na rękach, choć od początku nie nosiłam Go zbyt często, aby właśnie nie mieć z tym problemów w przyszłości. Zaczął żebrać. Podchodzi do stołu i wciąż słyszę, "am, am". A niby po obiedzie jest.

Dziś od samego rano rozrabia. Niby bawi się sam, ale jednak jak jest zbyt cicho, to podejrzana sytuacja. I faktycznie. Właśnie wyrzucił rzeczy z szuflady :-). Zabawki po całym mieszkaniu są porozrzucane. Chyba nadszedł czas na naukę układania zabawek. Wczoraj robiliśmy do tego przymiarki, ale jakoś opornie to szło. Jedną odłożył na miejsce, a dwie znalazły się na podłodze. Do takiej nauki potrzeba jednak więcej czasu. No, ale jak wiadomo: nie od razu Rzym zbudowano. :-)

 

Komentarzy: 3
21 czerwca. Poniedziałek

I znów nie było mnie jakiś czas. Ostatnio mam problem z organizacją czasu. Niby nic szczególnego nie robię, a jednak wciąż doba jest za krótka aby zrobić to co się zaplanowało.

Co się u mnie wydarzyło? Nic, a zarazem bardzo wiele. Na początek zacznę  od informacji najświeższych, czyli wieku :-). Otóż kilka dni temu skończyłam 26 lat. Dla mnie to nie tylko zmiana liczby, lecz zmiany w życiu. Zmiany przede wszystkim w życiu prywatnym. Pisałam, że kogoś poznałam. Zaczęło się to rozwijać. Na dzień dzisiejszy nie potrafię nazwać, tego co nas łączy,ale to kwestia czasu. Nie śpieszymy się. Ja jeszcze mam niezabliźnione rany po Danielu, choć ten rozdział życia uważam za zamknięty. Niestety, to co dopiero się zaczyna, przejdzie niebawem trudną próbę, zwaną odległością. Już za niecałe półtora miesiąca, odległość między nami wyniesie ponad 350 km, a co za tym idzie, nie będziemy spotykać się tak często jak do tej pory. (na marginesie: uważam , że teraz też spotykaliśmy się zbyt rzadko, bo tylko raz w tygodniu. Spowodowane było to miejscami zamieszkania. Z tym, że do tej pory odległość wynosiła 80 km). Tak więc czeka Nas wiele wyrzeczeń, ale zawsze Tatuś mi powtarzał, i tez w to wierzę, że: "DLA CHCĄCEGO NIC TRUDNEGO". Jak się czegoś bardzo chce, to nie ma bata - musi się udać. Tak więc jestem dobrej myśli. :-)

 

Komentarzy: 0
8 czerwca. Koszmaru ciąg dalszy...

a przez jedną małą chwilkę sądziłam, że dzisiejsze złe chwile wyczerpały swój limit dla mnie i mojej rodziny. Jakże się myliłam...

Wychodząc do znajomych zapomniałam ze swojego pokoju upominku, który dla nich przygotowałam. Nie mogłam jednak go zabrać bo drzwi do pokoju były zamknięte, a na dodatek nie mogłam znaleźć klucza od tych drzwi. Jestem przekonana, że za tym dziwnym "zniknięciem" stoi moja matka. Była nieźle napita i czepiała się, ze niby zabrałam jej telefon komórkowy. Ja jednak w ogóle go nie widziałam dzisiejszego dnia. Nie chciałam kolejnej kłótni więc wyszłam z domu nie zamykając za sobą drzwi.  W ten sposób uciekł pies. Nie miałam siły za nim ganiać. Zabrałam synka i pojechałam do znajomych. Bez pieluch i napoju dla Michałka zastanawiałam się co zrobię gdy wrócę do domu. Synak musi zjeść kolację, a mleko i kaszki są w zamkniętym pokoju. Poprosiłam znajomych aby pomogli mi w otwarciu drzwi. Michaś płakał już nie tylko z powodu głodu, ale i ze zmęczenia. Była to bowiem godzina jego kąpieli i spania. Niestety nie dało się otworzyć drzwi inaczej jak tylko ich wyłamaniem. Tak więc jutro muszę pojechać po nowe drzwi do pokoju i wykąpać psa, który będąc na podwórku, wytarzał się w czymś śmierdzącym i teraz w mieszkaniu mam dziwny odór. Mam dosyć! Dzisiejszy dzień to jakiś koszmar!

Dobrze wiem, że narzekanie nic mi nie da. Ale nawet wygadać się nie mam komu bo tak naprawdę niewiele osób rozumie to co przechodzę. To trzeba przeżyć, żeby powiedzieć innym "rozumiem Cię".

Komentarzy: 2
8 czerwca . zaległości

Witam wszystkich, którzy tęsknili za mną. Nie było mnie przez pewien okres czasu, w którym wiele się działo, ale teraz postaram się nadrobić opisywanie tego co działo się w moim życiu.

Zacznę od sprawy najważniejszej, a mianowicie alkoholizmu mojej mamy. Pisałam wcześniej, że czekam na rozprawę sądową, która odbyła się 2 czerwca w sprawie przymusowego leczenia mojej mamy. Sprawa nie odbyła się ponieważ mama nie stawiła się w Sądzie. W tym czasie była w domu i piła. Gdy wróciłam do domu była w takim stanie, że nie dało się z nią słowa zamienić. Załamałam się. Na następną sprawę będę czekać dwa tygodnie albo i dłużej.

Od tego czasu minęło kilka dni w których miała trzydniową przerwę w piciu. Dziś niestety jest kolejny dzień w którym nie upilnowałam jej. Wiem, że nie jestem w stanie jej pilnować. Przecież zawsze znajdzie pretekst albo powód aby kupić sobie butelkę. Jednak, sama nie wiem dlaczego, sądziłam, że powstrzyma się jeszcze kilka dni, bowiem w niedzielę wraca mój Braciszek.

I tak przejdę do drugiego tematu. Mój Braciszek jest mgr! Obronił się, a tym samym uzyskał tytuł magistra. Jestem z Niego bardzo dumna. Udało mu się. Ciężko pracował na to co już osiągnął, a jestem przekonana, że to dopiero początek jego kariery. Jak już wspomniałam wraca w niedzielę do Polski. ( dla zainteresowanych Damian studiował w Szwecji). Cieszę się, ze Jemu się udaje realizować plany. Moje jakoś odkładam. Boję się, ze się nie uda, a doskonale wiem, że jak nie spróbuję to wtedy na pewno planów nie zrealizuję. Kółko się zamyka.

Dobra. Reszta wieczorem bo muszę wychodzić. :-)

Komentarzy: 0
31 maja. Deszczowo ale ciepło

Zapowiadali deszcze i oczywiście prognoza się sprawdziła. Pod tym względem zawsze mają sprawdzalność w 100%, bo jak zapowiadają słońce to rożnie z tym bywa. No, ale czy pada czy nie pada, zawsze trzeba gdzieś wyjść. Dziś poszłam z koleżanką na solarium. Tak więc wygrzałam ciało, pomimo panującego zimna na dworze. Co prawda deszczyk nawilżył moja skórę, ale jednak wolę tradycyjne zabiegi kosmetyczne. Nie należę do osób bojących się zmoknąć, dlatego nie noszę ze sobą parasola, ale czasami deszcz pada zbyt intensywnie i wtedy wolałabym siedzieć w domu.

Z popołudniowego spaceru nici. Pada zbyt intensywnie. Czeka mnie trudne zadanie zorganizowania popołudnia tak, aby Michałek nie czuł się znudzony. To będzie bardzo trudne, bo On woli spędzać czas na dworze. Zaczął chodzić i wszystko go interesuje. Niestety zapał kończy się tak samo szybko jak się zaczął więc zabawa trwa tylko parę minut.

Czeka Nas trudne popołudnie....

Komentarzy: 0
30 maja. Załamka :(

Nie było mnie kilka dni, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam czasu na przesiadywania przy komputerze, ale znów jestem.

Przez ten tydzień działo się dużo. Było wiele miłych rzeczy, ale ostatnie wydarzenia trochę je przyćmiły. Wczoraj wyjechał Tatuś. Czułam , że wszystko wróci, gdy tylko Tatuś zamustruje. Zaczęło się wczoraj. Mama, jeszcze przed wyjściem Tatusia wypiła setkę. Później nic nie ruszyła i jakoś tam dotrwała do rana. Rano, dopóki nie wyszłam z synkiem na spacer było dobrze. Wydawać się mogło, że wczorajszy incydent to jednorazowa wpadka. Przecież 2 czerwca mama ma rozprawę w sądzie o przymusowe leczenie. Sądziłam, że tym razem weźmie się za siebie, niestety. Wróciwszy do domu od razu wyczułam alkohol, a gdy ją zobaczyłam nie miałam złudzeń. Załamałam ręce. Tyle próśb, gróźb, obietnic, rozmów, tłumaczeń.... Wszystko na nic! Jeszcze próbowała "wciskać kit", że nie piła bo wczoraj oddała wszystko co miała. Oczywiście zajrzałam tylko w jedno miejsce i od razu znalazłam trzy buteleczki, z których jedna była pusta, a dwie pozostałe nietknięte. Od razu je zarekwirowałam. Z resztą zgodnie z obietnicą, jaką wcześniej złożyłam. Mama teraz albo śpi albo pije. No i oczywiście wychodzi z psem. Jeszcze pamięta o tym obowiązku.

* * *

Mama właśnie wróciła do domu. Jest całkiem zalana. Ledwo trzyma się na nogach. Oczywiście znów zaczęła swoje jazdy. Kazałam jej się położyć. Powiedziałam , że nie chcę jej widzieć w takim stanie. Nie będę też z nią dyskutować. Porozmawiamy jak wytrzeźwieje.

Komentarzy: 0
weekendowe spacery, weekendowe spotkania...

No i cóż. Weekend dobiegł końca. Szkoda, bo wraz z jego końcem skończyła się słoneczna pogoda.

Ten weekend był bardzo intensywny i praktycznie w ciągłym ruchu. W sobotę poszłam na spotkanie z koleżankami. Dawno się nie widziałyśmy i była okazja aby pospacerować i poopowiadać sobie różne historie. Michałek oczywiście mi towarzyszył :). Co prawda popołudnie było już nerwowe, bo biedaczek nie poszedł drzemać po obiadku, ale i tak nie było najgorzej. Oczywiście poszliśmy do jednego z najlepszych miejsc w Gdyni, jeśli chodzi o kawiarnię dla mam z dziećmi, Spotkałam tam znajome (żony siatkarzy, z którymi miałam częsty kontakt będąc z Danielem). Miło było móc porozmawiać bo przez ostatnie miesiące nie było zbyt wielu okazji do spotkań.

* * *

Dziś rano przyjechali dziadkowie Michałka i zabrali Nas do Parku w Oliwie. Był też Daniel. Okazało się, że chciał porobić sobie z synkiem kilka zdjęć. Nie wiem po co? Chyba po to aby się pochwalić przed znajomymi... Jedno jest pewne: te parę zdjęć nie zmienia fakty że jest kiepskim ojcem, który przypomina sobie o dziecku jak aktualnie nie ma nic lepszego do roboty. Dlaczego tak myślę? Bo nawet nie raczył odwieźć Nas do domu, bo był umówiony z kolegami na plaży aby pograć w piłkę.

Po obiedzie byłam umówiona z R******. Strasznie cieszyłam się na to spotkanie choć z drugiej strony bałam się reakcji synka na mojego nowego znajomego. Michałek nie lubi obcych a pokazuje to wybuchem płaczu.

Ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie miało miejsca. Michałek zachowywał się tak, jakby znali się od urodzenia. Przez pierwszą chwilę obserwował i ręki nawet nie dał, ale już po 3 min zmienił zdanie i chciał na ręce. Bardzo mnie to ucieszyło. Widać było, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie. Efektem było to, że ja pchałam pusty wózek, a R**** i Michałek spacerowali sobie za rękę. Była też sesja zdjęciowa :-)

W kawiarni ( opisanej wyżej) znów spotkałam znajomych. Oczywiście były pytania o moją nową znajomość. Koleżanka powiedziała, że chłopacy razem bardzo ładnie wyglądają. Ucieszyłam się, bo faktycznie tak było.

Michałek polubił R*****. Z resztą jego uśmiech mówił sam za siebie. Gdy ich obserwowałam, aż łezka kręciła się w oku. Był to taki słodki widok....

Wróciliśmy do domu bardzo zmęczeni. Ja nie czułam nóg. Do teraz strasznie pieką, choć moczyłam je i kremowałam żelem chłodzącym. Dobrze, ze nie zrobiły mi się pęcherze. A ja chciałam ubrać buty na szpilce, he he  :-) Dobre sobie. Ciekawe jak bym wtedy wyła z bólu :-)

Komentarzy: 0
21 maja. Jest jak jest

Jest jak jest. Nie należy się martwić i obwiniać o całe zło tego świata. Pora zacząć myśleć pozytywnie. Choć na razie nie mam ku temu powodów, to jednak tak się stanie. Pozytywne myślenie poza rozpocząć. Na początek przyjrzyjmy się faktom:

Po pierwsze mamy piękną, słoneczną pogodę. Aż żal siedzieć w domu. Dlatego też byłam na dłuższym spacerze z synkiem i cieszyłam się promieniami słońca oraz lekkim podmuchem ciepłego wiatru.

Po drugie co mnie obchodzi Daniel i jego nowa dziewczyna? Dziś przyjechał na kilka minut i nic złego się nie stało. Może to i lepiej, ze poznał kogoś z kim może być szczęśliwy. Każdy szczęście ocenia przez inny pryzmat. Mnie ten temat już nie dotyczy.

Po trzecie, wczorajsza rozmowa z R****** pomogła mi zrozumieć, że czasem rzeczy wyglądają na inne, niż są w rzeczywistości. To dało mi do myślenia. Na wszystko potrzeba czasu. Dziś patrzę na niektóre sprawy z większej perspektywy. Jest szansa, że pozytywne myślenie przyniesie oczekiwane rezultaty.

Po czwarte, dziękuję wszystkim , którzy byli / są ze mną w trudnych chwilach. Dziękuję za Wasze wsparcie. Bez Was byłoby naprawdę ciężko.

 

 

Komentarzy: 2
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |

NAJNOWSZE WPISY

NAJNOWSZE KOMENTARZE

  • kobieta_przedsiębior do wpisu:
    25 stycznia. Zaharowane matki Polki

    Witam! Widząc Twoje zainteresowanie tematyką kobiecej przedsiębiorczości, sądzę, że[...]
  • Ola_fasola do wpisu:
    25 stycznia. Zaharowane matki Polki

    • http://sylwiachutnik.blog.iwoman.pl/wpis,czy;rynek;pracy;lubi;kobiety,19582.html
  • Bartek Chochołowski do wpisu:
    24 lipca. Upragniona cisza

    Jak ja Panią rozumiem! Nadszedł ten wspaniały moment, kiedy moje chłopaki zasnęły i też[...]
  • ola84-21 do wpisu:
    23 lipca

    jak nie masz co zrobić z wolnym czasem to i owszem :-) Pies to dużo niezaplanowanych[...]
  • marietka do wpisu:
    23 lipca

    No, piękny!....A ja mam zapowiedziane, że na najbliższe urodziny dostanę.....pieska....Mam się[...]

O MNIE

KATEGORIE

ARCHIWUM

ULUBIONE BLOGI